W mojej wspólnocie jakiś czas temu została podjęta burzliwa dyskusja na temat aborcji.
Wiele się mówi, że aborcja to zabijanie drugiego człowieka, ale powinniśmy chyba postawić się w sytuacji takiej matki, która dokonuje tego czynu.
Na poczatku rozważmy przykład gwałtu , którego "skutkiem" (bo chyba raczej nie owocem) jest dziecko. Jak taka matka będzie patrzyła na to dziecko Czy nie będzie w podświadomości miała do niego jakiegoś żalu Przecież każde spojrzenie na to dziecko będzie jej przypominało tamto wydarzenie.
Drugim przykładem może być samotna matka , bez perspektywy jakiejkolwiek dobrej przyszłości, bez warunków zapewnienia temu dziecku godziwych warunków życia.
Czy lepiej, żeby taka matka zostawiła dziecko na ulicy czy wywaliła do śmietnika
Oczywiście może oddać to dziecko do domu dziecka , ono może tam być do 18 roku życia i później wyruszyć w świat bez możliwości takiego startu jak dzieci z normalnych rodzin.
No owszem może mieć rodzinę zastępczą, ale ile dzieci na sto ma szansę mieć rodzinę zastępczą
To jest tylko kilka przykładów z życia sytuacji w jakich może znaleźć się współczesna matka poddająca się zabiegowi "morderstwa nienarodzonego życia".
ja sama nie wiem co mam na ten temat myśleć
Kościół Katolicki mówi, że to morderstwo, rozum samotnej matki myśli, że tak chyba będzie dla tego dziecka lepiej.
A co Wy myślicie
Ja uwazam, ze to jest zle i po prostu niemoralne. Jest to zabicie czlowieka i tyle. Temat naprawde ciezki w przypadku aborcji, no ale coz to dziecko jest winne ... ?
Pzdr
Dziecko nie zawinilo, ze rodzice powolali je do zycia w niegodnych warunkach - gwalt. Tym bardziej rachunek ekonomiczny nie powinien decydowac o zyciu i smierci. Zawsze mozliwa jest adopcja - jesli nie ma przeszkod prawnych to dzieci szybko znaduja dom i kochajacych rodzicow. Mysle, ze po latach sa wdzieczne matce, ze pozwolila im zyc i dala szanse na bycie szczesliwym.
Nie jestem za aborcja ale zgadzam sie ze w ekstremalnych przypadkach pewnie sama bym sie na to zdobyla. Np. gwalt i dziewczyna w ciazy - troche trudno sie patrzec na to jako "prezent od Boga.." a po drugie jak zyciu matki zagraza smierc czy jak plod jest uszkodzony.
Nie chcesz dziecka? To donos i odddaj do adopcji. Pewnie ze nie kazde dziecko ma szanse na adopcje ale zyje i kto wie czego dokona.. Ktos mi powiedzial kiedys "ja wole usunac.. nie mialabym sumienia oddac mojego dziecka.." A ja sie pytam.. jak jest sumienie zabic to jak nie ma sumienia oddac tego dziecka innym rodzicom? Zreszta ja uwazam ze aborcja nie jest forma antykoncepcji. Ten kto sie decyduje na wspolzycie powinnien sie liczyc ze sa tego konsekwencje a nie slepo skakac w sex.
Nie ma ekstremalnych przypadków. Nie ma takiej opcji. To poprostu morderstwo. Dziecko nie jest niczemu winne, więc dlaczego je zabijać. Jeśli się urodzi, można je oddać i wtedy dać Mu szanse życia.
A co jesli ciaza jest uszkodzona i zagraza zyciu matki?
Podobna dyskusja i te same pytania pojawily sie w tym temacie...
czyli ten mozna zamknac..., ale to moze jutro zrobie, coby sie upewnic, ze na pewno sa to te same tematy...
Moi znajomi jakiś już czas temu spodziewali się dziecka, tyle że od początku lekarze mówili im że będzie chore, a nawet to, że umrze do 3 roku życia. Faktem jest to, że dziecko jest chore, ale nadal żyje choć 3 lata dawno minęły. Jest im ciężko, ale miłości jakie to dziecko ma nikt mu nie zabierze. Gdybyście widzieli to dziecko jest piękne mimo, że bardzo chore.
Slawa - to znaczy, że zgwałcona kobieta, która raczej nie potrafi myśleć racjonalnie, bo jest w szoku,powinna mieć ostatnie zdanie? Nie powinno tu się raczej zdać na zdanie bliskich, którzy jednak potrafią racjonalnie myśleć?
Idąc twoim tokiem myślenia, należałoby odbierać gdzieś tak jednej trzeciej matek dzieci narodzone, bo z powodu szoku poporodowego nie chcą ich widzieć. Powinno się je natychmiast przekazywać do rodzin adopcyjnych, bo kobieta się zrzekła praw - w szoku?
Duzo sie mowi o ciazy bedacej wynikiem gwaltu. Sama tego nie przezylam ale wiem, ze to tragedia, ktora na zawsze odciska pietno na kobiecie. Nikt mi jednak nie wmowi, ze zabicie dziecka ma jakis "walor terapeutyczny" i ze moze miec dobry wplyw na kobiete. Aborcja to dodanie do jednej tragedii drugiej. Wystraczy spojrzec na male dziecko - czy naprawde mozna je winic za bledy rodzicow?
Kasia M-M - lub głupotę jednego z nich.
porozmawiamy jak ktores z was bedzie w takim przypadku
Nie mozna w sposob subiektywny prowadzic rozmowy na tematy i problemy, ktorych rozwiazanie wynika z Prawa Bozego: aborcja wlasnie do takich tematow nalezy. Poza tym to, ze nie znalazlam sie w sytuacji gwaltu i dramatu aborcji nie znaczy, ze nie moge wyrazic swojego zdania na ten temat. Czy w dyskusji dotyczacej karania zlodziei maja prawo brac udzial tylko osoby okradzione?
kiedy czytam te posty nasuwa mi się taka myśl
czy kobieta która nie ma warunków do wychowania dziecka, ma chorobe weneryczną, duży problem z alkoholem, sama pochodzi z patologicznej rodziny, w domu jest jeszcze 10 innych dzieci do wykarmienia a mąż pije i bije. dodatkowo zdaje sobie sprawę że może urodzić dziecko z wadą jakąś ma prawo usunąć tą ciąże?
jeżeli sądzi ktoś że tak to - zabiłby w ten sposób BEETHOVEN'A!!!!!!!!!!!!!!!
to tyle ode mnie.
Niedorzeczne mi się wydają argumenty, które mówią ilu to geniuszów mogło zostać zabitych w wyniku aborcji. Czy życie Einsteina było więcej warte niż żebraka?! Każdy człowiek jest w oczach Pana Boga wyjątkowy.
A jeżeli chodzi o gwałt to ojciec nie narodzonego dziecka winien przestępstwa gwałtu zostaje w wyniku postępowania sądowego (w czasie którego ma zapewnioną ochronę prawną) skazany na kilka lat więzienia. Jak można dopuścić do tego, aby poczęte dziecko, zupełnie niewinne i pozbawione jakiejkolwiek możliwości obrony zostało skazane na najwyższy wymiar kary - karę śmierci i aby wyrok wykonano!?!?
Choroba i wady rozwojowe? Takie dziecko powinno się otoczyć troskliwą opieką i leczyć, a nie zabijać. Sorry, ale co to za "lekarz", który eliminuje chorobę poprzez zabicie chorego dziecka?
Dorzucę coś od siebie...
Wyobraźcie sobie, szczególnie Slawa:
Dziewczynka, 14 lat... W ciąży. Owszem - ma bliskiego mężczyznę, ale jeszcze czas do ślubu... Nie wiadomo, co jest grane, wydawałoby się, że wszystko było w porządku, a tu taka niespodzianka. Jej narzeczony zaklina się, że to nie jego dziecko...
Co byś jej doradziła? Najlepiej - ciach i aborcja...
Czyż nie? W końcu - jak to sama określiłaś - nie byliśmy w takiej sytuacji. Ty pewnie mówisz z własnego doświadczenia. A więc - aborcja, żeby oszczędzić jej cierpień i ułatwić start życiowy.
Właśnie zaproponowałaś, by zabić nienarodzonego Jezusa. Ale co my możemy wiedzieć, zgadza się? W końcu - "my nie byliśmy w takiej sytuacji."
I odpowiedz mi wreszcie - o co chodzi z tym "porozmawiamy jak ktores z was bedzie w takim przypadku"? Wyjaśnij mi, bo ja nie potrafię zrozumieć, jak morderstwo może pomóc kobiecie zgwałconej...
toughluck nie atakuj proszę Slawy w ten sposób... nigdy nie znajdziesz się w sytuacji zgwałconej kobiety... nie wiesz co ona czuje...
Slawa mam wrażenie że chcesz zwrócić na siebie uwagę i chcesz nas przekonać żebyśmy CI powiedzieli że zgwałcona kobieta ma prawo usunąc dziecko, bo z tego co wywnioskowalam zrobiaś to... i moze czekasz na nasze usprawiedliwienie ... że powiemy... to nie było nic zlego...
ale to nie my jesteśmy od usprawiedliwiania...
jesli się mylę w moich odczuciach... przepraszam...
pozdrawiam serdecznie
Ella
Powstało wiele książek i nakręcono mnóstwo filmów przedstawiwjących
jak skomplikowane bywają przyczyny ludzkich złych i tragicznych wyborów,
jak sekundy mogą zdecydować o ludzkich dramatach,
jak niebezpiecznie jest osądzać, bo wielu jest powodem grzechu jednostki.
Choć można zapłakać nad tragiczną historią życia tych co w konsekwencji zgrzeszyli to
nie można pozwolić by ten grzech stał się normą, nie-grzechem.
Św. Paweł pomimo morderstw jakich dokonał na niewinnych, nie przekreślił siebie jako zasługującego na zbawienie, ale nigdy swych czynów nie wybielał.
Nie wybielał również dlatego, że widział jak przez nie niszczył siebie i Boga w sobie
Morderstwo pozostanie zawsze morderstwem, a człowiek zawsze Dzieckiem Bożym.
"Piąte - nie zabijaj"
Nie dlatego, ze po prostu nie wolno. Nie dlatego, że surowy Bóg tak chce, nie dlatego, że takie są zasady. Dlatego, że Ten, Który widzi dalej i więcej niż my wie, gdzie iść nie wolno, żeby nie spotkała nas śmierć. Jeszcze gorsza od fizycznej.
"Nie rób tego, bo inaczej zginiesz. Bo ból będzie o wiele większy i dłuższy, niż w sytuacji, która teraz jawi się przed Tobą. Nie rób tego, bo będziesz jeszcze bardziej nieszczęśliwa, choć teraz wydaje Ci się, że to już niemożliwe. Nie rób tego, bo stracisz wszystko. Widzę więcej, wiem, do czego to prowadzi i nie mylę się. Więc mówię: kocham Cię i chcę Cię ustrzec przed najgorszym. Nie rób tego, bo sięgniesz dna nieszczęścia, a Ja chcę Cię przed tym uchronić"
Trochę odniesień do wszystkich wypowiedzi po kolei. Przepraszam, że będzie długo, ale sama wiem, ze warto. Znam osoby ocalone z aborcji, matki, które się powstrzymały od niej w ostatniej chwili, albo które ktoś powstrzymał, nawet siłą. Znam też takie, które zabiły swe dziecko. Widziałam, co te decyzje robią w ich życiu. Nie spotkałam takiej kobiety, która załuje, ze jednak nie dokonała aborcji. A z tej drugiej grupy? To osoby różne. Od biedy, przez patologie, ateistki, aż do bogatych i ustawionych zawodowo, zadbanych kobiet. Żadna z nich nie jest szczęśliwa, choć rózne przyczyny braku powodzenia w życiu podają. Większość omamia swój ból karierą po trupach, brutalnym seksem z przypadkowymi draniami, złośliwością, agresją, nienawiścią do świata, Boga, ludzi, mężczyzn, dzieci, kobiet w ciąży, siebie. Takie, które chcą zakrzyczeć swą pustkę i rozpacz, usprawiedliwić się, na siłę przekonać swoje "ja", że jednak zrobiły dobrze, nie mówią wtedy, że żałują tego kroku. Ale po latach, gdy do nas trafiają, poranione i u kresu sił, zawsze dotarcie do źródła bólu zahacza o śmierć dziecka. A jedynie te, które załują, mają szansę na względny spokój ducha i pojednanie.
Dziecko to dziecko. Im mniejsze, tym bardziej bezbronne i potrzebujące pomocy. Jeśli nie mówimy: "Trzeba spojrzeć na to z perspektywy matki, ona nie chce tego rozwydrzonego nastolatka, albo tego Maciusia, pięcioletniego, nieposłusznego i ciągle chorego, więc dajmy jej wybór - niech go zabije, będzie jej lżej" - to dlaczego stosujemy ten argument przy takim maluchu, który na swiat się nie prosił, jeszce nie zdążył zawinić nic, i najbardziej na świecie potrzebuje tylko tych kilku miesięcy. Później może trafić do kogoś, kto chce być matką, ojcem. Później może być szczęśliwy, śmiać się, jeść lody, przytulać się, zakochiwać, brać ślub i żyć. Ale do tego potrzebuje tylko 9 m-cy. A sam tego losu nie wybierał. I sam się nie dostosuje do sytuacji, choćby chciał, bo nie może. Tylko matka może. Ma możliwości, mimo że brak jej chęci. To także jej dziecko.
Gwałt - nie dziecka wina, że miało ojca drania. Zabić takiego malucha, to przenosić krzywdę - ze mnie, na nie. Ktoś mnie skrzywdził, zgwałcił, a teraz ja dokładam zło do zła, ból do bólu - i za karę zabijam kogoś innego, niewinnego. Część mnie, małego, i jeszcze bardziej bezbronnego, niż ja byłam w sytuacji gwałtu. Mszczę się na dziecku za moją krzywdę. Jeśli nie chcę na nie patrzeć przez całe życie, to mogę je oddać do adopcji. Ja osobiście (ali) mam 3 razy więcej rodziców chętnych do adopcji dziecka, niż tych dzieci.
Adopcja jest łatwa, możliwa, nic nie kosztuje. 25 % małżeństw w Polsce ma problemy z dzietnością, i gorąco pragną dziecka, którego ktoś inny nie chce. Wszyscy pragną małego - niemowlęcia. Własnie takiego, ocalonego od smierci. Najlepiej tuż po porodzie. Domy Dziecka są przepałnione dziećmi starszymi, albo rodzeństwami, albo takimi, których rodzice nie chcą ich oddać. To dla nich potrzeba rodzin zastępczych. Ale maluchy tam nie leżą. Jeśli ktoś chce oddać dziecko, nie ma żadnych trudności. Nie ma konsekwencji prawnych, nic nie płaci, nikt łącznie z rodzicami o tym nie wie. Jeśli trzeba ja sama mogę znaleźć Dom Samotnej Matki dla tej, która chce się ukryć, żeby nikt jej nie widział w ciąży. Jest wyjście. Tylko trzeba wyjśc z własnej krzywdy, własnego punktu widzenia, własnego egoizmu. Nie waham się użyć tego słowa; wiem, że to nie jest łatwe, że boli i rozdziera, ale bez względu na emocje rachunek "życie dziecka za mój spokój, wygodę, strach" jest egoistyczny, zły i nie prowadzi do szczęścia.
I jest nieopłacalny. Zabicie dziecka nie da mi spokoju, nie ukoi nerwów, nie oddali strachu. Może to zrobić na chwilkę, pozornie, ale długodystansowo w moim życiu ten strach będzie rósł. Poczucie krzywdy, nieszczęścia, lęku, niezadowolenia z życia, niepewności, braku własnego miejsca. Bo choćbym nie wiem jak się oszukiwała, ze to nie było nic takiego, że nie mogłam postąpić inaczej, to tracę energię. Nie mam sił na szczęście, bo tracę energię na kłamstwo. A i tak coś w środku mi mówi, że jestem zabójczynią mojego dziecka. Że doprowadziłam dobrowolnie i własnym staraniem do zabicia bezbronnego, mojego maleństwa. Że uczyniłam z siebie grób niewinnego. Jestem chodzącym grobem. Dzieciobójczynią. Staram się zapomnieć, nie słyszeć, ale nie mogę.
Konsekwencją aborcji dla matki jest zaburzenie całego zycia. Emocje ma w strzępach (matka: "jakie emocje mogą gościć w sercu mordercy?"). Hormony porozwalane (cały organizm się nastawił, że dzidziuś, a tu krach - z niewykorzystanych hormonów robią się toksyny, zatruwają, wzmagają ryzyko raka). Płodność obniżoną (albo wyskrobie się malucha z najlepszą częścią macicy - bo matka natura wie, gdzie go usadzić, więc każde następne trafia na bliznę i albo ma szansę szukać dalej, albo kobieta roni/ albo organizm w kolejnych ciążach broni się kryzysem, gdy się uczy, ze po dziecku następuje jego zatrucie, jak w przypadku pigułek wczesnoporonnych, które nie pozwalają dziecku w ogóle się zagnieździć w mamie, więc są aborcją w bardzo wczesnym stadium). Psychika zdewastowana (kim jestem? jaka jestem? Kobietą? Ale co to za kobieta, która krzywdzi dzieci? Myślałam, że jestem całkiem dobra - ale zabiłam...) Dojrzałość i odpowiedzialność załamane (jak można mówić o dojrzałości, skoro idę do celu po trupach, dosłownie?). Mechanizmy obronne są tak silne, że nawet inteligencja ( a dokładnie spostrzegawczość, jakość, szybkość i sposób odbioru informacji) spada. Do tego, jeśli ktoś wierzy w Boga, dochodzą wyrzuty sumienia. Czasem choroby psychiczne, najczęściej depresje i nerwice. A do tego PAD i PAS - dwa różne zespoły poaborcyjne. Leczenie na długie lata. I bez Boga nic się nie udaje. Bo tyle różnych nieszczęść jest w mojej głowie i sercu, że nikt z ludzi sobie z tym nie poradzi sam.
Czy lepiej, żeby taka matka zostawiła dziecko na ulicy czy wywaliła do śmietnika
Ludzie, zlitujcie się! To lepiej zabić, niż oddać? Nie mam warunków, to może zabiję dziecko? Lepiej dla niego zginąć w bólu w najbardziej nieoczekiwanym momencie, bez szansy na oddech, szczęście i życie? Dla kogo lepiej? Dla dziecka?
Aborcja jeśli dziecko (nie "płód"!!! właśnie takie patrzenie na ludzi ich uprzedmiotawia, więc łatwiej im zrobić krzywdę!) jest uszkodzone, chore... No tak, wygodniej by było zabić je tuż po urodzeniu, zeby matka nie miała tych dolegliwości, o których pisałam wyżej...
Ukarać je za to, ze jest chore? Ukarać śmiercią?
Bóg ma różne duszyczki. Czasem przeznaczone jest im 90 lat życia na ziemi, czasem 36, a czasem pewnie 2-3 miesiące ciąży. One też mają do tego prawo, jak i my. Każdy ma swoją pełnię czasu. I jeśli życie się wypełni w te 3 miesiące, to Bóg sam zabierze dziecko do siebie. Dlaczego nie dać dziecku prawa do swojej pełni? Dlaczego przerywać jego zycie na siłę?
Jeśli zagrożone jest zycie matki... A jeśli mojego synka porwie terrorysta i będę mogła się za niego wymienić, żeby tylko mógł żyć, choć ryzykuję własną śmierć? Czy to zrobię? Czy poświęcę życie dziecka w zamian za moje zycie, czy odwrotnie? Jaka jestem? Nie wiem. Nikt nie wie, póki na niego nie przyjdzie. Ale wiem, co jest dobre, jakie wyjście jest słuszne. Mimo ze nie wiem, czy bym sprostała temu wyjściu, czy bym się odważyła. Ale mój strach nie zmienia wartości moralnej czynu. I nie mam prawa zaprzeczać, że to jest złe, tylko dlatego, że nie było mnie stać na dobrą drogę.
Zreszta ja uwazam ze aborcja nie jest forma antykoncepcji. Ten kto sie decyduje na wspolzycie powinnien sie liczyc ze sa tego konsekwencje a nie slepo skakac w sex.
Słuszna uwaga. Antykoncepcja to to, co nie pozwala doprowadzić do zapłodnienia. Wszystko to, co szkodzi już małemu rozwijającemu się człowieczkowi, to aborcja, nie antykoncepcja.
I czasem "argumentem za" jest wypowiedź :"mam prawo do decyzji, czy chcę być matką". Ja się zgadzam z tym argumentem. Sytuacja jest prosta: mam prawo do tego, zeby zdecydować, że idę z kimś do łóżka, więc potencjalnie mogę zostać matką. A jak nie chcę być matką, to nie idę do łóżka. A jeśli już jestem w ciąży, to już jestem matką i moje biadolenia tego nie zmienią. Więc mogę tylko decydować, czy chcę wychować te dziecko, czy nie, bo do takiej decyzji mam prawo. Ale nie do decyzji, czy zabiję moje dziecko, czy nie.
mlodziutka dziewczyna zgwalcona i ma ciaze nosic ?
Powiedzmy zamiast "ciążę nosić" - "dziecko nosić" i sprawa jest jasna.
Dziecko. Malutki człowieczek. Już wiadomo, czy będzie synkiem, czy córeczką, choć jeszce nie wiem, że jestem w ciązy. Może dziewczynka, taka, jak ja? Jak ja sama, nie wiedząca, co i jak robić? Już wiadomo, jakie będzie miało linie papilarne, które przez całe życie nie ulegną zmianie. Już wiadomo, jakimi oczyma będzie patrzeć na świat. To będą... niebieskie? Piwne?
Dziecko słyszy to, co ja słyszę, choć nie w ten sam sposób. Gdy jest starsze, dociera do niego brązowopomarańczowe, przytłumione swiatło, gdy się rozbieram, i światło żarówki przenika przez brzuch. Denerwuje się, gdy ja się denerwuję. Odpręża się, szczęśliwe, gdy ja jestem szczęśliwa. Poznaje mój głos po porodzie, bo całe swoje zycie spędziło pod moim sercem, słuchając tego głosu.
Sytuacja jest ciężka. Morderstwo to morderstwo i nie ma kwalifikacji uspawiedliwiających ten czyn sam w sobie. Każdy, kto popełnił coś złego szuka usprawiedliwienia, tłumaczy sobie, że to nic złego. Że nikt nie ma prawa mu mówić, co robić. Nikt nie wie, co czuje. Ale o kwalifikacji moralnej danego czynu nie decydują spracy tych czynów, tylko owoce. Tu owocem jest śmierć, ból i grzech. Śmiertelny grzech. I w przypadku aborcji ci, którzy mają największe prawo się wypowiadać - ofiary, dzieci - nie mają na to żadnej szansy. Czy przez to, że płaczu ofiar nie słychać, reszta ma milczeć?
Ale nim oskarżymy osobę, pamiętajmy, że bez względu na to, że źle zrobiła, i bez względu na to, że zagłusza sumienie i nie chce wiedzieć, że zrobiła źle, broni się przed prawdą, to cały czas nie jest skreślona. Zawsze ma szansę powrotu. Błędy są różne, małę, wielkie, śmiertelne i powierzchowne. Ale Bóg jest jeden i ponad wszystko. Działa cuda. Przemienia. I zawsze przebacza. Tylko żeby przyjąć przebaczenie, trzeba przyznać, że go potrzebujemy, bo inaczej go nie weźmiemy, nie doznamy ukojenia, będziemy ciągnąć bagaż winy całe życie. Jeśli niosę plecak pełen kamieni, to bez względu na to, czy wierzę w to, że to kamienie, ze są tam i że są ciężkie, czy w to nie wierzę, to one tam są i mi ciążą.
To ogromne emocje, lęk przed przyszłością, paraliżujący strach, wstręt do siebie samej i wszystkich, panika, niewiedza, co robić. To ból i zagubienie. Emocje, które utrudniają podejmowanie jakichkolwiek decyzji. Nie wiem, co robię, co powinnam zrobić, co się stanie, jeśli... Uczucia rządzą mną, nie ja uczuciami. Jeśli wcześniej nie miałam kręgosłupa moralnego, stabilnego świata wartości, lub dojrzałości wewnętrznej, jeśli nikt mnie nie nauczył poskramiania problemów zyciowych, to jestem wielką bezradnością.
Tu trzeba modlitwy. Naszej modlitwy. Wsparcia duchowego i materialnego. Pomocy. Czasem potrząśnięcia taką dziewczyną i krzyknięcia, że nie pozwolimy jej zostać morderczynią. A dopóki odwracamy głowę, mówimy "to Twoja sprawa, Twoja decyzja, musisz to zrobić sama", dopóty przykładamy rękę do śmierci. Jak ci ojcowie, którzy nie reagują, namawiają na "załatwienie problemu", lub wymuszają to na matce dziecka. Jak ci "lekarze", którzy zamiast leczyć niosą śmierć i zniszczenie. Jak te rodziny, które zamiast wesprzeć i pocieszyć, wyzywają od "suk z bękartami".
Bo zabicie dziecka to nie tylko sprawa matki. To nasze wspólne dzieło.
ali, która dziś oddała szóstego służbowego synka do adopcji (a jaki jest szczęśliwy! )
Witam.
Swój post kieruję do walczących i zaciekłych przeciwników aborcji oraz wszystkich tych, którzy mają szansę się nimi stać.
Kiedyś usunęłam ciażę. Żyję sobie spokojnie, ale wiem, że nikomu o tym nie mogę powiedzieć, bo ludzie tacy jak Wy by mnie zjedli.
Was interseuje tylko jakiś zlepek komórek, który nazywacie dzieckiem, nic was nie obchodzi los kobiety, nic. Wmawiacie nam, że cierpimy, że rozpamietujemy morderstwo??, bo chcecie byśmy cierpiały, lubujecie się tym. Jesteście podli! Nie byłoby zadnego syndromu postaborcyjnego, gdyby nie Wasze wysiłki by wzbudzic w nas poczucie winy.
Jedyny cel pro-lifowców, to zniszczyć zycie kobiet, które usuneły ciążę, wmawiać im rzekome morderstwo, opluwac, niszczyć.
Pod płaszczykiem pomocy, kryje się nienawiść. wazniejszy jest dla Was embrion niż zycie już żyjacej samodzielnie, myślącej, czujacej kobiety, dziewczyny.
Taka jest Wasza chrześcijańska miłosc. Dzięki wielkie! dzięki wielkie za lata wyrządzonych mi krzywd w imie Waszej ideologii.
Nie! - taka jest wasza (wstawić odpowiednią ideologię) ???miłość???
Do kogo??? Do siebie? Bo na to wygląda.
"Embrion"? Naukowcy dowiedli, że człowiek od momentu połączenia się komórek rozrodczych jest już człowiekiem - z punktu widzenia genetyki, który obecnie jest obowiązujący. Nie będę tego wątku rozwijał.
Przy okazji - możesz powiedzieć, ile miało to dziecko, gdy je zabiłaś? Skoro wiedziałaś, że jesteś w ciąży, musiało mieć co najmniej 3 miesiące. Aborcję robi się zwykle nieco później, czyli dziecko mogło mieć od 4 miesięcy wzwyż. Brawo... I ty mówisz o nim jako o "embrionie", jako o "zlepku komórek"??? To co, dziecko aż do momentu rozwiązania to jest bezkształtna ameba szybująca sobie w macicy, a potem nagle, z dnia na dzień, formuje się w dziecko??? Bo tak wynika z twojej wypowiedzi.
To jest tak, jakbyś powiedziała, że nie ma różnicy między zabiciem dziecka poczętego, a zabiciem dziecka 12-letniego. No bo jaka? I jedno i drugie nie jest w pełni samodzielne. I jedno i drugie nie jest w pełni ukształtowane. A ich matka? Jak to określiłaś - jest żyjacą samodzielnie, myśląca, czujaca kobieta, dziewczyna. Naprawdę jest myśląca i czująca? Bo wydaje mi się, że wprost przeciwnie, skoro jest zdolna do morderstwa.
Co mną powoduje do napisania tego? Zwykła sprawiedliwość. To, że twoje dziecko już ci nic nie powie. Nie usłyszysz od niego "mamo". Ono mogło żyć. A ty je zabiłaś. W imię nie wiem czego zabiłaś dziecko. Jeśli było to dla ciebie aż takim problemem, trzeba było je oddać do adopcji, na pewno miałoby lepiej.
Cóż - nie myśl nad tym, skoro twierdzisz, że "bo chcecie byśmy cierpiały, lubujecie się tym" - zaraz powiesz, że ja chcę w tobie wzbudzić poczucie winy. Cóż - twój wybór, ale wiedz jedno - gorycz, którą nosisz, wynika wyłącznie z tej aborcji. Inaczej nie rozpamiętywałabyś tak tego. Z jednej strony mówisz, że nie ma czegoś takiego, jak syndrom postaborcyjny, a z drugiej - swoimi wypowiedziami tylko potwierdzasz, że sama na niego cierpisz. Bo inaczej - po co się wypowiadać???
No cóż, co ja mogę wiedzieć..? Nie dość, że jestem "prolifowcem", jak to określasz, to na dodatek facetem. Pewnie zaraz stwierdzisz, że próbuję w tobie zaszczepić poczucie winy i pewnie dodasz, że jestem męską szowinistyczną świnią...
Nie rozpamiętuję. Napisalam ten post na róznych forach, po tym, jak bogobojni przeciwnicy aborcji zaszczuli zupełnie dziewczynę, która napisała, że chce usunąć ciążę i pyta gdzie może to zrobić.
Nic o mnie nie wiecie, ani o mojej sytuacji zyciowej, ani o tym, co czuję, interesuje Was jedynie cierpięnnictwo i to najlepiej cudze. I jakie 3 miesiące!? Ciąża nie miala nawet 8 tygodni! To nie jest dziecko wtedy. To nie widzi, nie słyszy, nie czuje, nie mysli. To nie jest człowiek w tak wczesnym stadium. Nie da się zamordować czegoś, co nie żyje. A embrion sam nie przeżyje nawet chwili, dopóki się nie urodzi, jest częscią organizmu kobiety, jest zdany na jej łaskę i niełaskę i nikt nie prawa w to w zaden spsób ingerować.
Jaka jest twoja definicja człowieka??? Bo nawet, jeśli chcesz się bawić w takie dyskusje, to zacznijmy od tego, że serce zaczyna bić ok. 20 dnia, czyli po trzech tygodniach, a ponadto w tym samym okresie pojawiają się fale EEG (mózgowe), czyli rozpoczyna się kształtowanie mózgu - dziecko zaczyna myśleć i czuć.
"jest częścią organizmu kobiety" - tak??? Bzdury gadasz. Częścią organizmu kobiety? Z zupełnie innym kodem genetycznym jest częścią organizmu kobiety???
Ale jeśli tak twierdzisz, to jesteś psychicznie chora, bo zdecydowałaś się na samookaleczenie. Głowę też dałabyś sobie odciąć?
Jeszcze jedno - jeśli nie rozpamiętujesz, to po co to piszesz??? Po co wylewać niepotrzebne żale??? Bo nie rozumiem twojej motywacji.
Napisalas: "Poza tym, dlaczego Was tak bardzo obchodzi jakiś tam embrion? Jaki jest Wasz interes w robieniu nagonki na kobiety?"
Jestem prolifowcem (jak to ujelas) i nie mam zadnych profitow ze swojej dzialalnosci. Kieruje sie zupelnie innymi zasadami, niz sugerujesz w swojej wypowiedzi. Moze to da Ci do myslenia: ja bronie dzieci nienarodzonych, bo kocham i szanuje zycie kazdego czlowieka. To sa wartosci, o ktorych nie mozna dyskutowac w kategoriach jakis wymiernych korzysci.
Potworniak to nowotwór. Czyli doprowadza do zniszczenia tkanki którą zaatakuje. Jego usunięcie to walka z chorobą. Jeśli uważasz że dziecko jest chorobą to gratuluję. Tylko zastanawia mnie po kiego grzyba bawiłaś się w zarażanie.
Ehh... szkoda gadać.
Napisałem Ci co uważam na PW.
Zdjęcia nie są spreparowane. Ale przecież jakbyś własnymi oczyma zobaczyła tobyś stwierdziła że zrobili z gumy, pianki i plateliny, polali ketchupem i szpanują.
Jeśli chodzi o matkę niechcącą dziecka i decydującą się na jego oddanie - nie masz co oceniać. Sama zdecydowałaś że tego nie przeżyjesz. Szkoda tylko że nie uświadamiasz sobie że sama kiedyś byłaś embrionem. Ciekawe jakbyś zareagowała jakby Twoi rodzice powiedzieli Ci że chcieli Cię usunąć. Ale przecież nie byłaś człowiekiem tylko embrionem. I to jeszcze do tego jak choroba.
Wyobraź sobie, że chcieli, tzn. ojciec chciał na pewno, a aborcja byla wtedy w Polsce chyba zupełnie legalna. I co? I nic. Nie placzę z tego powodu. Moze nawet byłoby lepiej, gdybym nie musiała przychodzić na ten durny swiat.
z tym, że kobieta jest zawsze winna masz bardzo dużo racji.
czy uważasz że jesteś słaba? dlatego usunęłaś ciążę?
przepraszam, nie powinnam pytać o takie rzeczy. przepraszam, ale nie umiem powiedzieć niczego mądrego, nigdy nie byłam w takiej sytuacji.
głupio się czuję, ze nie potrafię nic dla ciebie zrobić.
NIE....Dobrze, że jesteś!!!
ach, dajcie spokój, jak można pomóc komuś, kto tego w ogóle nie chce, mało tego, podchodzi do nas agresywnie, przecież nikt na siłę nie może jej uszczęśliwić, co tu da takie przegadywanie, żeby dyskusja była konstruktywna potrzeba troche otwartości i chęci słuchania drugiej osoby, a NIE! nie chce dyskutować, chce na nas wylać całą złość jaką w sobie przechowuje i całe żale za to, że ktoś ją skrzywdził, czyż nie mam racji?
Chyba niestety masz...
a czy nie stało się tak, że nawet jeśli Nie! zaczęła agresywnie, to odpowiedzieliście jej agresywnie?
Nie chciałam Was wszystkich atakowac, tylko tych, którzy siebie naywają "szlachetnymi obrońcami niewiniątek", najczęściej nie zwazając zupełnie na to, że swym postępowaniem, zachowaniem, gestami i słowami niszczą zycie innych - kobiet w niechcianej ciąży, a słowa potrafią poważnie zranić.
posłuchaj Nie, ja wiem, że człowiekowi, który doznał krzywdy od innych, trudno jest uwierzyć, że mogą być na swiecie ludzie którzy życzą dobrze, być może trafiłaś w swoim życiu na nieodpowiednich ludzi, być może Twoje zranienie kryje się gdzieś głębiej, nie wiem, nie znamy Cię, ale nie można sobie skakać do gardeł, my nie jesteśmy winni tego co się w Twoim życiu wydarzyło, nie życzymy Ci źle i nie mamy prawa Cię ani osądzać, ani tym bardziej potępiać, to Ty musisz we własnym sumieniu rozstrzygnąć i uporać się z tym, jeśli ktoś Ci może pomóc, to nie wahaj się prosić tylko się do nikogo nie uprzedzaj, nie znajdziesz ukojenia, jeśli nie pogodzisz się ze sobą i nie wybaczysz tego, co teraz jest dla Ciebie udręką, nie dziw się, że ktoś broni nienarodzonych dzieci, ale też nie zakładaj że wszyscy chcą Cię ukrzyżować, miałaś odwagę otwarcie podzielić się z nami swoim problemem i szanujemy to, a resztę już musisz pogodzić w swoim sercu
życzę Ci wszystkiego najlepszego i pokoju, o który obiecuję się pomodlić w Twojej intencji
Napisałam tutaj właśnie dlatego, że nie mam problemów ze samą sobą, nie czuję się winna, wiem, że słuszną decyzję podjęłam. Inne dziewczyny siedzą cicho i cierpią jak inni odrzucają je błotem i nazywają morderczyniami, wpadają w depresję (ja nie wiem co to depresja). A jak nie czują się winne "morderstwa", to czują się winne, że nie czują się winne. To obłęd! Społeczeństwo i walczący o embriony wmawiają nam, że musimy czuć się winne (tak jak Wy to właśnie czynicie ze mną), bo jak nie czujemy się winne, to jesteśmy nieludzkie, nienoralne, bez uczuć. A to nieprawda. Po prostu nie uważam, ze embrion to dziecko, nie nazwałabym go człowiekiem i dlatego nie mam wyrzutów sumienia.
no i wracamy do punktu wyjścia,
no i cóż ja mogę jeszcze powiedzieć, Wysoki Sądzie, nie mam więcej pytań
Nie!, a słyszałaś o syndromach postaborcyjnym i ocaleńca?
Może Ty uniknęłaś tych przeżyć, ale wiele kobiet czy dzieci, które miały być abortowane mają psychiczną "jazdę" jeżeli nie do końca życia to przez długi czas. Matka z syndromem postaborcyjnym to jest skrzywienie dla wychowywanego dziecka i rodziny. Poza tym aborcja u młodej dziewczyny, która nie rodziła może owocować bezpłodnością, u każdej kobiety przebiciem macicy... To nie są jakieś wymysły tych z ciemnogrodu, ale fakty naukowe.
Być może podjęłaś słuszną decyzję, ale zbyt wiele jest z powodu aborcji cierpienia, żeby propagować to jako rozwiązanie. Za aborcją idzie eutanazja, co jest raczej naturalne. Czy naprawdę trzeba wkładać rękę do pieca żeby się przekonać, że tam parzy.
Przecież nie namawiam nikogo do aborcji. Naswietlam jedynie pewne fakty "od drugiej strony". Syndrom postaborcyjny dotyka głownie tych kobiet, które zyją w srodowisku, gdzie aborcja jest nielegalna, potępiana przez spoleczeństwo.
Tak, tak, a "embrion nie jest człowiekiem". Tylko dlaczego mówisz to tylko ty jedna? Dlaczego cała medycyna, jak się wydaje, sprzymierzyła się przeciwko tobie i twierdzi, że jednak dziecko poczęte, a nienarodzone, jest człowiekiem??? Nie rozumiem, jakim ty autorytetem jesteś, żeby tak mówić.
Na marginesie - dziecko mogłaś donosić i oddać je do adopcji. Ale co? "Nie oddam bo moje", czyli pies ogrodnika, czy może to twoje "Nie będę inkubatorem"? A może jeszcze "A figę - nie dam mu szansy na normalne życie". Albo co jeszcze?
Zastanawiam się, i ciągle mam nadzieję, że to jakaś żałosna prowokacja.
Jasne, najłatwiej się odgrodzić i dyskutować "czysto hipotetycznie". Tak jest wygodniej, wymądrzać się i prawić kazania, potępiać i wywyzszać się.
Wiecej nie napiszę. Wiedzcie jednak, ze dyskusje o aborcji nie śledzą jedynie przeciwnicy i zwolennicy znający problem z gazet, ale również te kobiety, których ona bezpośrednio dotyczy. Teoria wcale nie zbiega się z praktyką.
Najłatwiej jest więc stwierdzić, że "kończę dyskusję", tak? Proszę bardzo.
Teoria nie zbiega się z praktyką... To która teoria jest słuszna, bo - jak "wykazałaś" - na nasze teorie masz przeciwstawne argumenty?
"I rację ma Nie!, że często społeczeństwo prędzej zaakceptuje aborcję po cichu, bo głośno wszyscy się oburzą na kobietę, niż zaakceptuje oddanie dziecko do adopcji, bo będzie postrzegana ona jako wyrodna matka. "
Bo ja wiem? Nie przypuszczam, by to był problem. Bardziej kwestia jest taka, że aborcja rozwiązuje problem po jednym dniu, natomiast adopcja wiąże się z tym, że trzeba to dziecko przez kilka miesięcy jeszcze nosić i urodzić je. Pracowałem kiedyś m.in. w tej dziedzinie (tzn. najogólniej mówiąc przy zrzekaniu się dzieci do adopcji i przy samych adopcjach). Nigdy nie spotkałem się z poglądem, że kto oddaje dziecko do adopcji jest wyrodnym rodzicem. Jest to szczerze mówiąc dla mnie coś zupełnie nowego, a biorąc pod uwagę, jak bardzo byłem kiedyś w te środowiska i sprawy zaangażowany (nie tylko na etapie po decyzji ale równiez przed) to musiałbym się z takim poglądem zetknąć. Jeśli więc takie myślenie sie pojawia, to ma ono raczej incydentalny charakter na nie powszechny.
Kochani!
Jeszcze raz ja. I po kolei.
Wystarczy, że kobieta nie jest na to dziecko psychicznie gotowa. Myślisz, że psychika nie ma nic do rzeczy i liczy się jedynie fizjologia? Mylisz się.
Do zabicia dziecka wystarczy brak psychicznej gotowości jego matki? Ludzie!!! To jakby powiedzieć "żona była niegotowa psychicznie na dalsze małżeństwo, więc zabicie męża jest usprawiedliwione", albo "matka nie była gotowa psychicznie na problemy wychowawcze z Jadzią, dlatego ją utopiła, to przeciez nic złego, trzeba zrozumieć stronę matki". A mąż, lub Jadzia, mogli jeszcze coś zawinić, choć i tak nie zasłużyli na smierc. A kilkutygodniowy dzieciak? To co? Mdłości spowodował? Kopał za mocno? Jaka jego wina? To nie on złośliwie pojawił się na świecie w nieodpowiednim momencie!
Dla kobiety niechciana ciąża jest jak choroba.
jakiś zlepek komórek
Dla dziecka zła matka jest jak choroba. To co? Za to, ze chciała skrzywdzić, zabijamy? Dla mnie palacze są jak choroba. Dla kogoś innego mąż alkoholik. Jeszcze dla kogoś polityk. Albo kobieta, obsesyjnie zakochana i próbująca zniszczyć mażeństwo. Ale widzimisię danej osoby nie zmienia faktu, że to chorobą nie jest, tylko istnieniem zywego człowieka. Istoty odrębnej, o innym kodzie genetycznym, innej często grupie krwi, określonym juz na pewno kolorze oczu, płci genetycznej, nawet liniach papilarnych, których wzór nie zmieni się do końca zycia i jest niepowtarzalny na całym świecie.
A co do zlepku komórek. Gdyby nas nie interesował - to byśmy z Tobą nie rozmawiali, NIE!. Ty też jesteś zlepkiem komórek, jak my wszyscy. Tylko taki mały wtręt - to żyjący, czujący zlepek komórek, który jest całością, jednością. Człowiekiem. Ten zlepek komórek ma duszę, będzie kochać, o ile damy mu szansę. A może to my powinniśmy opuścić ten padół, co? My już skosztowaliśmy życia, niech teraz inne zlepki mają szansę, skoro już się pojawiły na tym swiecie, i to bez swego udziału?
Nie jest nienawiścią obrona dzieci. Nienawiścią jest ich zabijanie.
Jeśli mam wybrać- dziecko, albo "czująca, myśląca dziewczyna", to wybieram oboje. Bo mozna oboje. Jeśli ktoś wybiera tylko jedno, i to to silniejsze, podobno dojrzałe, a odrzuca to słabsze, bezbronne, to jest to jakaś ogromna pomyłka ludzkości. Klęska. Dochodzenie do dobrobytu wewnętrznego po trupach słabszych i zależnych ode mnie ludzi. Trupach niepotrzebnych, których pojawienie się nie jest koniecznością, tylko kwestią mojego wyboru.
Innymi słowy - nie obchodzi mnie nikt poza mną samą. Nawet moje dziecko, część mnie. Osoba za którą, chcąc nie chcąc, stałam się, choćby na jakiś czas odpowiedzialna.
Adopcja nie jest traktowana jako zwyrodnialstwo. Siedzę w tym po uszy i całe serce, to wiem. Znam osoby, które oddały do adopcji, adoptowały i tworzyły otoczenie oddających mam. Tak naprawdę tu więcej lęku, niż faktów. Ludzie w większości rozumieją. Ci rodzice adopcyjni i ich dzieci modlą się za biologiczne mamy i dziękują im, że swojego szczęścia i wygody nie postawiły ponad dobro maluchów, które teraz znalazły spokojny, kochający dom, są wyczekane i szczęśliwe. Żyją. A bez decyzji ich mam mogły skończyć jako skrawki dziecięcego ciałka w kiblu kliniki.
Jeśli ktoś chce, można ciążę ukryć i oddać dziecko po kryjomu. Bez kosztów finansowych i prawnych. Zakładając, że stan błogosławiony zaczyna być widać (w zależności od sylwetki, ciuchów i pory roku) około 5-6 m-ca, to pozostałe 4 można spędzić w porządnym, czystym Domu Samotnej Matki, w drugim krańcu Polski, nic nie płacąc. Bez meldowania. Miejsc jest od groma. Po urodzeniu można dziecka nie widzieć na oczy, lekarz rodzinny się nie dowie, o ile mama mu nie powie, USC się nie dowie, w dowodzie nie wbijają, rodzić można gdziekolwiek. Zrzeczenie praw do dziecka w sądzie może odbyć się w każdym Wydziale Rodzinnym i Nieletnich właściwym dla miejsca przebywania matki, więc można pojechać w drugi kraniec i tam się zrzec. I tylko tam jest ta informacja. Nie dociera do Sądu zameldowania. Teczka wkładana jest do archiwum i nigdy nie wyjmowana.
Usprawiedliwianie się, że oddanie do adopcji jest takie trudne, to tak naprawdę tylko wymówka dla sumienia. Dzieci oddanych do adopcji są tysiące. Sama przekazałam ich ponad 300, a dopiero zaczynam. Kocham tę pracę. Tu widać, że żadne zycie nie jest zbędne. Że ten "embrion", który czasem przypadkiem rodzi się w 6 m-cu ciąży, z wagą 700 gram, i który (gdyby nie poród) mógłby być jeszcze zabity, choć nie zawsze legalnie, to małe dziecko. Nosek, uszka, czerwona skórka i kwilenie. A za 2 miesiące ten "embrion" (maluchy, wybaczcie mi, odegracie się następnym razem, gdy mnie oplujecie ), który zgodnie z wiekiem ciążowym jeszcze się nie urodził, uśmiecha się i przytula do nowej mamy.
Może, gyby informować mamy tuż po "zabiegu" :"to był synek", albo "właśnie straciła pani córeczkę" (bo to przecież wiadomo, u starszych od razu), fakt zabicia dziecka byłby oczywistszy. Ale to drastyczne. I czy potrzebne? Przecież osoba, która broni się za wszelką cenę, nie przyjmie tego faktu do wiadomości nawet wtedy, gdy by zobaczyła, ze główka jej dziecka mruga oczkami. Tj "płodu", przepraszam...
Człowiek to takie stworzenie, które jest w stanie nie zauważyć rzeczy najbardziej oczywistej, jeśli tylko bardzo chce. Zwierzę wie, że to jego dziecko; żadna inna istota, niby bez serca, duszy i rozumu, nie zgładzi swego własnego potomstwa, narażając ciążę, a człowiek może...
Jasne, najłatwiej się odgrodzić i dyskutować "czysto hipotetycznie".
Najbardziej praktycznie mogłyby na ten temat wypowiadać się dzieci. Ale jakoś nie zostało to im dane...
Czy o pedofilii też człowiek w to bezpośrednio nie zaplątany nie może powiedzieć ani słowa? A to przecież "tylko" wykorzystanie seksualne, nie zabójstwo. Po czymś takim dziecko jeszcze ma szansę być szczęśliwe i się z tego przy odpowiedniej pomocy wykaraskać, a po zabójstwie? Poza tym, pedofilia to choroba. A, i my tego nie czujemy i nie przezyliśmy, więc co my mozemy o tym mówić. Nie mamy prawa, bo to "czysto hipotetyczne" z naszej strony. A fe! Broń Boże powiedzieć, że to złe, że to krzywda ludzka. Bo nie wiemy przecież, co czuje sprawca. Nie mamy dla niego zrozumienia. Dla jego przeżyć, odczuć, pragnień. On właśnie wtedy znajduje spokój, to jest silniejsze od niego, nie może tego nie zrobić, takie jest jego szczęście... A my traktujemy go jak zwyrodnialca? Jakim prawem? To jego prawo. Może to "żyjący samodzielnie, myślący, czujący" człowiek. Ma po prostu inne potrzeby, priorytety i sposób patrzenia na świat. Poza tym dla niego to nie dziecko, tylko zlepek komórek. Duży wprawdzie, to fakt, ale wtedy większa frajda. I on nie uważa, ze to złe. Przecież dba o swoje dobro. A nawet kocha na swój sposób. Więc won od oceny, wywieśmy transparenty "Pedofile, jesteśmy z Wami Niech żyje wolnośc decyzji!"
Naswietlam jedynie pewne fakty "od drugiej strony".
To nie jest ideologiczna walka strony abortującej ze stroną przeciwników aborcji. Nie chodzi o ideologię i udowodnienie tez. Ani o pognębienie "drugiej strony". Ale o życie. Te, które się nie obroni. Dorośli sobie poradzą. Matka sobie poradzi, mimo wielkich kosztów wewnętrznych. A dzieci - nie. To nie "prolife'owcy" są Waszą "drugą stroną", tylko... Właśnie... Wybacz, ze nas interesuje głównie strona ofiary, tj dziecka. Nie cofniemy czasu, ale może zapobieżemy nieszczęściu w przyszłości.
Syndrom postaborcyjny dotyka głownie tych kobiet, które zyją w srodowisku, gdzie aborcja jest nielegalna, potępiana przez spoleczeństwo.
Wybaczcie, ale to bzdura. To jakby ktoś powiedział "AIDS dotyka tylko tych osób, które zyją w pruderyjnie walczącym o czystość i wstrzemięźliwość seksualną środowisku". Albo "dostałem raka płuc, bo straszyłeś mnie i wpędzałeś w poczucie winy, że palę papierosy".
PAS i PAD to nie tylko psychika, ale głównie hormony i fizjologia. Czy działają one tylko, gdy kobieta jest wierząca, albo gdy aborcja jest niedozwolona? Poza tym, banalnie, większość przypadków PAS (bo z PAD jest inaczej, jest rzadsza i gwałtowniejsza, ale szybciej mija) zdarza się właśnie u osób niewierzących, w srodowiskach, dla których aborcja to sposób na planowanie zycia. Coś normalnego. Oba syndromy zostały zresztą odkryte i zgłębione jeszcze wtedy, gdy nikomu do głowy nie przychodziło walczyć o "jakiś tam embrion", i gdy aborcja była na porządku dziennym. Dopiero od tego wzięła się medyczna refleksja kosztów kobiety - byłej matki.
A o syndromie postab. pisali nawet starozytni lekarze. Dziwne. To też było niepotępiane, ci wredni chrześcijanie jeszcze się nie pojawili na swiecie, a syndrom był. No, patrzcie państwo...
Sęk w tym, że to zespół długotrwały, długofalowy. Wybucha najczęściej przy wydarzeniach przełomowych w zyciu (gł porody dzieci), albo przy przekwitaniu, gdy organizm kobiety słabnie na tyle, ze nie ma sił na samooszukiwanie się i hormony pokazują prawdę. Czyli, nie chcę nikogo straszyc, ale to, że teraz jest w miarę spokojnie, to żadna gwarancja. Jak się tylko coś dziwnego zacznie, to bez wstydu i lęku - natychmiast do psychologa i powiedzieć prawdę. Bo inaczej może się skończyć naprawdę źle. Dla własnego dobra - trzeba dać się odtruć, skoro i tak zycia dziecku nie oddamy.
Najłatwiej zapomnieć, że zrobiło się coś złego wtedy, gdy samemu wejdzie się w rolę ofiary. Biednej, napastowanej przez wrogów i prześladowanej. Wtedy łatwiej sobie wytłumaczyć nawet wstecz: "Miałam do tego prawo, jestem taka skrzywdzona". Ale to nie tak. Nikt, także osoba pokrzywdzona w najstraszniejszy nawet sposób, nie ma prawa krzywdzić drugiego. Szczególnie słabszego. Kto jest słabszy? Matka, czy dziecko?
Jednocześnie często osoby ocalone z aborcji popełniają ten sam błąd, od którego w ostatniej chwili, chcąc lub nie, odwrócili się jego rodzice. Świadomośc bycia niechcianym i odrzuconym, zagrożonym smiercią w najbardziej niewinnej fazie życia, wchodzi głęboko w psychikę. (Tzw. syndrom ocaleńca obejmuje też rodzeństwo zabitych dzieci - one też tak mogły skończyć). Nikt mi nie musi mówić, że chciał mnie usunąć. Takie wrogie nastawienie do swego dziecka się czuje podskórnie na co dzień. Wierzcie mi, wiem co mówię. Trzeba wiele modlitwy i akceptacji, oraz zaufania Bogu ze strony takiej osoby, żeby wyjść z tego z podniesionym czołem i miłością w sercu. Albo - wchodzi się w rolę ofiary, z goryczą, wrogością, więc skoro mi tak chciano, to ja też mogę. I małe dziecko we mnie płacze, mszcząc się za rodziców na tym, który od niego zależy...
tylko tych, którzy siebie naywają "szlachetnymi obrońcami niewiniątek", najczęściej nie zwazając zupełnie na to, że swym postępowaniem, zachowaniem, gestami i słowami niszczą zycie innych - kobiet w niechcianej ciąży
Bronienie dzieci to nic szlachetnego. To naturalny odruch ludzki i nie tylko. Nawet zwierzęta chronią swe młode. Jeśli ktoś się chlubi tym, że jest "wielkim prolife'owcem", to nadęty buc, nie rozumie, o co w tym chodzi. Sama godność człowieka, istota człowieczeństwa burzy się wobec krzywdy dzieci, morderstwa na słabszych, zabójstwa znienacka za niewinnośc, z zimną krwią. Dlatego krzyczymy "non possumus". Nie dlatego, zeby założyć maskę wielkości.
Bronienie dzieci nie szkodzi kobietom w niechcianęj ciąży. To, że utrudnia niewłaściwą decyzję, to dobrze. Ale nie niszczy życia. No, chyba że mówimy o osobach, które już pożegnały dziecko właśnie w ten sposób. Ale to nie my niszczymy ich życie. One same, dobrowolnie je sobie zniszczyły. I nie tylko sobie. A pielęgnując myśl: "To było dobre" wciąż zatruwają swoje życie i swój umysł kłamstwem.
Dlatego osobom wierzącym jest łatwiej poradzić zobie ze stanem poaborcyjnym. (Badania!!!) Gdy same już nie wytrzymują, zostaje im tylko-aż Bóg. I pójście do Niego jest właśnie tym, co leczy. Ale do tego trzeba pełnej szczerości. Bo On się nie da oszukać. A jeśli nie powiemy prawdy, to nie przyjmiemy miłości ani przebaczenia.
Co do potępienia: oddzielmy czyn od osoby. Osoba "zrobiła źle", a nie "jest zła". Ma szansę być dobra, czynic dobro, oczyścić się, być świętą, bez względu na to, co zrobiła. To czyn jest zły sam w sobie. Bez względu na to, czy to nam się podoba, czy nie. Czy jest legalny, czy nie.
Módlmy się za tych wszystkich, którzy nie rozumieją, nie chcą, krzywdzą, żyją w zakłamaniu. Nie po to, żeby ich piorun poraził, Bóg ukarał, przygniotło poczucie winy i zczezli marnie. Ale o prawdę, oczyszczenie, wolne serce, i zdolnośc do miłości. Tej prawdziwej, która jest w stanie dac coś z siebie nawet wtedy, gdy boli.
ali z nadzieją
Zle wiesci dla przeciwników aborcji(jak najbardziej sie do nich zaliczam) :
http://wiadomosci.gazeta....00,2380564.html
Przeczytałam!!!i jestem wzburzona To jest wręcz szyderstwo, że oni nazywają siebie Komitetem Praw Człowieka a jednocześnie sugerują i zachęcają do zabijania dzieci nienarodzonych w Polsce
Może ONZ stwierdziło, że za dużo jest Polaków na świecie?
Jednocześnie chyba Irlandczyków... Ale nie słyszałem żeby Irlandczycy dostali taki raporcik... Inna sprawa że w Irlandii nawet nie do pomyślenia jest że kobieta myśli o zajęciu kierowniczego stanowiska. A jakoś nie słychać o dyskryminacji...
A więc po kolei. Przypominam że raport dotyczy starań na rzecz równości kobiet i mężczyzn. A że najaktywniej się w tym temacie wypowiadają z Polski feministyczne ruchy przeciw kobietom (inaczej nie mogę nazwać zwolenniczek aborcji i pornografii jako wywyższających kobiety), to idzie o równość. W Irlandii rówież aborcja jest zakazana, a poza tym kobiety w większości przypadków właśnie ani nie dążą ani nie myślą o awansach. Wykonują typowe zadania osoby po ukończonej maturze. A po ślubie lądują w domu. Oczywiście nie wszystkie, ale tak jest.
Stąd mój komentarz, że ONZ poucza Polskę że nie dba o równość, kobiety są dyskryminowane, aborcji nie ma w dostatecznym stopniu. A wątpię żeby Irlandia dostała coś podobnego mimo że sytuacja jest zbliżona zarówno jeśli chodzi o aborcję jak i o warunki pracy i mentalność jeśli chodzi o równość kobiet i mężczyzn.
Wybacz, ale z Twojej wcześniejszej wypowiedzi wywnioskowałam, że miejsce kobiety ma być w domu przy garach i przy dzieciach, być może, bo jakby nie było, to poświęcanie swojego czasu dzieciom i domowi w głównej mierze jest jakoś w sposób naturany przypisany kobiecie, ale jednocześnie nie widzę nic złego w realizowaniu się w jakiejkolwiek innej dziedzinie w tym na kierowniczym stanowisku, to jest kwestia potrzeb, a w wielu przypadkach dyskryminacji dopatrują się osoby, którym się nie chce lub są w jakiś sposób nieporadne i nie dążą do tego czego pragną lub nie, ale wygłaszają takie rzeczy dla idei lub z zazdrości, że innym może coś łatwiej przychodzi, jeśli kobieta chce coś osiągnąć to do tego dąży i nie skamle na dyskryminację
co się tyczy feministek w pełni się z Tobą zgadzam
acha, nie bardzo również rozumiem tego całego szumu na temat równości, bo niby na czym by ta równość miała polegać, skoro duchowo i fizycznie obie płci sie różnią? - ale to tylko tak na marginesie
Irlandia jeszcze przed wstąpieniem do UE postawiła warunek, że prawo unijne nie będzie decydować o polityce rodzinnej Irlandii, ale UE w odpowiedzi postawiła dokument znoszący ten warunek. Na co Irlandia odpowiedziała kolejnym dokumentem na co znowu unia jeszcze jednym, który znosi także ten drugi. To tak jak w przedszkolu - czyje będzie na wierzchu. Irlandzki dokument to bodaj że Zielona Karta, a wszystko jest w sieci.
Aborcja jest zakazana, ale podejrzanie 3/4 dzieci w wózkach na ulicy to bliźniaki, więc należałoby się domyślać, że środki antykoncepcyjne są bardzo rozpowszechnione.
Ja bym nie porównywał mentalności Polaków do Irlandczyków. My jesteśmy chyba bardziej wykształceni ino nikt nam nie daje się rozwinąć, ba my sami pilnujemy, żeby się za bardzo nie wzbogacić. Irlandczycy po tym swoim colegu wiedzą bardzo mało. Zresztą w przeciwieństwie do Polaków mało z nich chce się uczyć dlatego brakuje im specjalistów. Kobiety w Irlandii nie specjalnie starają się być piękne, eleganckie, zadbane, więc w połączeniu z jakim takim wykształceniem można domniemywać, że i potrzeby mają dużo mniejsze.
Obcokrajowcy wpływają na "rozwodnienie" irlandzkiego konserwatyzmu więc z punktu widzenia UE zmiany idą w "pożądanym" kierunku i to kwestia czasu, żeby pójść kroczek dalej.
"Nie!"
Czy to jest spreparowane?
link; http://www.hli.org.pl/pl/...cja/aborcja.htm
Nie!!!!
Wybacz sobie i pros Boga o wybaczenie - On ci wybaczy, bo jest milosierny.
bDP - co było w tym linku, bo w tym momencie mam serwer niedostępny?
OK, już jest dostępny.
Tyle, że teraz nie rozumiem, co w nim nieprawdziwego, lub niechrześcijańskiego. Możesz mi to naświetlić?
Chodzi o zdjęcia, które Nie! uważa za marny fotomontaż. Ja jej również wysłałem kilka adresów zdjęć, ale tu ich nie podam ze względu na drastyczność. Co więcej, sam nie chcę na nie patrzeć.
Teraz dopiero zrozumiałem intencje bDP... Racja, racja...
Tomek czy mnie rowniez mozesz podeslac??
Wolałbym nie Marto222.
było o zaleceniach ONZ dla Polski, to jest i odzew
http://fakty.interia.pl/news?inf=560771
Mialam nie pisać, ale co tam. Najlepsze teksty to takie jak ten z hli cośtam:
Zastanawiające jest to, z jakim uporem nie dopuszczasz do siebie faktu, że abortowałaś nie jakiś "zlepek komórek", ale swoje dziecko. Piszę "faktu", bo to, że życie człowieka rozpoczyna się w chwili poczęcia nie jest kwestią wiary, czy poglądów, lecz wiedzy-jest to faky medyczny. Inna sprawa, że przecież to, że ziemia jest kulista nie przeszkadza upierać się niektórym, że jest płaska... To jest to samo rozumowanie, tylko o wiele niebezpieczniejsze, bo przecież dotyczy człowieka!
Twoje dziecko na ziemi żyło kilka tygodni, teraz żyje w niebie, a ty spotkasz się z nim i tak na Sądzie Ostatecznym. Co byś nie zrobiła, tak się stanie.
hmm szczerze.... Tomus prosze nadal, jest mi to potrzebne..
A co do Nie! dopuszczajac sie aborcji zabilas (zamordowalas) kogos malego.....
No to i ja coś napiszę w tym temacie i jeśli padła taka myśl w tym temacie, to wybaczcie, ale nie czytałem wszystkiego.
Tak więc powiedzcie czy chcieli byście się znaleść na miejscu takiego dziecka
Nie czyń drugiemu co tobie nie miłe...
@ll
Nadawał Bieniasxyz
Nie , to wiadomo. Wprawdzie zycie tu na ziemi nic nie jest warte, ale nie. Nawet gdy jest mi źle, to ciesze sie, ze Bog zeslal mnie tu na ziemie
Życie tu na ziemi ma swoją wartość już chociażby tylko z tego powodu, że dostaliśmy je od Boga.
Poza tym oczywiście powinniśmy skupić się na tym, żeby nie przegapić tego, co Bóg nam ofiaruje przez Swojego Syna: życia wiecznego w Jego chwale, ale życie tu na ziemi też jest ważne, choćby dlatego, aby się dobrze przygotować do drugiego życia i zawsze za nie dziękujmy (:
PS może to mało składnie napisałem, ale chyba wiadomo, co autor miał na myśli
Ja tylko w jednej kwestii: pojawil sie zarzut, ze lepiej traktuje sie kobiete, ktora usunela ciaze niz te, ktora oddala dziecko do adopcji. Zapytam wprost: co autorzy tego zarzutu zrobili dla poprawy tego stanu rzeczy. Ilu kobietom, ktore oddaly swoje dziecko do adopcji pomogliscie? Ja sama dwokrotnie mialam okazje pomoc nienarodzonemu dziecku przez to, ze "poczta pantoflowa" znalezli sie rodzice gotowi przyjac nowe zycie.
Osobiscie szanuje kobiety, ktore dla dobra dziecka urodzily je a potem oddaly ludziom, ktorzy z miloscia je przyjeli.
Moj apel jest prosty: kazdy z nas moze tworzyc wokol siebie atmosfere akceptacji dla adopcji i tak malymi krokami zmieniac smutny stan rzeczy.
Tak sobie myślę: jak to jest, że choć wielu z Was jest zdecydowanie za ochroną życia poczętego dziecka tak ogólnie, to dopuszczacie możliwość usunięcia ciąży zagrażającej zdrowiu matki czy powstałej na skutek gwałtu. Myślę, że wszystko stanie się jasne, jak się każdy zastanowi nad tym, co stoi u źródeł jego światopoglądu: dla mnie jest tym źródłem są dwie prawdy:
1. człowiek jest człowiekiem od chwili poczęcia
2. każdy człowiek ma niezbywalne prawo do życia.
Jeśli przyjmnie się takie stanowisko, to jest oczywiste, że nie ma mowy o aborcji z żadnej przyczyny: ani wyjątkowo trudnej sytuacji socjalnej, ani gwałtu, ani zagrożenia zdrowia. Nie ujmuję każdej z tych sytuacji dramatyzmu, ale nie może być wyjątków od prawdy nr 2. O zagrożeniu życia matki nie piszę, bo choć sprawa jest bardzo nagłośniona, to w rzeczywistości dzisiaj takie sytuacje praktycznie się nie zdarzają-lekarze są w stanie uratować oboje (oprócz ciąży pozamacicznej-logiczne), jeśli tylko takie jest życzenie kobiety. Poza tym nie ma co mówić, że kobieta, która zaszła w ciążę może nie chcieć być matką. Ona już nią jest-czy jej się to podoba, czy nie.
Jeszcze raz powtórzę to, co ktoś już wspomniał: dziecko poczęte z gwału (nie taka częsta sytuacja jak można by wnioskować z argumentacji "za") nie jest winne temu jakiego ma ojca. To nie jego wina! Ale skoro już jest na świecie, to nikt nie ma prawa odbierać mu życia. Nawet skrzywdzona matka! A cały świat powinien jej ułatwić powrót do równowagi emocjonalnej i nie pozwolić dokonać kolejnego gwałtu, krzywdy na tej kobiecie, czyli aborcji. To dziecko może być dla skrzywdzonej kobiety "światełkiem w tunelu", to dla niego musi żyć i otrząsnąć się z tej tragedii, dla niego mieć siłę. Jest ktoś, kto jej bezgranicznie ufa i kto jej potrzebuje; ktoś, dla kogo jest najważniejszą osobą na świecie. Tak naprawdę, to ona też potrzebuje tego dziecka, potrzebują się wzajemnie. Nie wpierajcie mi, że lepiej będzie, jeśli zabije się jej dziecko.
Co do trudnej sytuacji socjalnej, powiedzmy materialnej, to tak jak z wszystkim na tym świecie: łatwiej zapobiegać, niż zaradzać skutkom.
Czyli: myślenie "przed", regulacja poczęć! Nie koniecznie antykoncepcja (tu też wchodzimy w sferę światopoglądu, choć jak się pomyśli o zdrowiu...?), naturalna regulacja poczęć jest równie skuteczna! I nie przytaczajcie mi hasła "kalendarzyk", bo już dawno nie to. Aborcja jako metoda ogranicznia dzietności jest nie do przyjęcia przez cywilizowanych ludzi. A tym właśnie by się stała, gdyby można było jej dokonać z powodu np. zbyt dużej liczby dzieci.
Sorry, że tak się rozpisałam, ale temat naprawdę jest ważny, to i tak nie wszystko. Nie można czynić dla aborcji żadnych wyjątków! Niby kto miałby być tak ważny, że mógłby decydować, które poczęte dziecko dożyje porodu, a które sobie na to nie zasłużyło??
Tak na marginesie: jeśliby rozpatrywać początek życie człowieka od chwili, kiedy jest w stanie przeżyć poza organimem matki, to granica byłaby bardzo płynna-dawnie wcześniali miały nikłe szanse na przeżycie, dziś ratuje się dzieci bodaj 22-tygodniowe. Takie, które w niektórych państwach można abortować, bo to przecież płód, nie dziecko...
pięknie napisałaś (:
a co do możliwych powodów dopuszczenia przeze mnie myśli o aborcji, to łamię się jedynie przy zagrożeniu życia matki... ale to się chyba rzeczywiście rzadko zdarza - na szczęście (:
reinkarnacja
x czy y?
Śmieszne wpadki
Zagadki matematyczne
2 tura wyborów
Nasze muzyczne marzenia związane z Januszem Radkiem
Ateizm?
Kandydaci ruchu ?? Czlonkostwo.
ZanderHaus 36.6
Make-up, czyli o makijażu
czego teraz słuchacie? (stare)
TOLERANCJA
"Msza Wszechczasów a nowa msza oazowa"
Zakład ateisty
Samookaleczanie
Kolekcja wiadomości z for internetowych || Index
Linki,